17 marca w Hiszpanii wiosna zawitała już na dobre. Ba! Dla takiej Polki jak ja to nawet już lato.

– Gdzie jedziemy na plażę w ten weekend? – zapytałam

– Do Walencji, będzie Fallas!

Co będzie?

Dziwne, że prawie wszyscy (nie liczę tutaj Hiszpanów) wiedzieli co to za wydarzenie, tylko nie ja. Nawet moja mama zaczęła mi opowiadać co to za impreza!

Dotarliśmy tam przed północą w piątek. Zatrzymaliśmy się u rodziny mojego chłopaka, ponieważ fajnie jest, jak jest rodzinnie, a  drugi powód był taki, że z jednodniowym wyprzedzeniem nawet nie znaleźlibyśmy noclegu w całym mieście… Tak jak my, większość rodziny też była dojazdowa, wszyscy upchaliśmy się w jednym mieszkaniu i rozmawialiśmy do godziny 1.30 w nocy. Nagle wszycy wstali i…

-Idziemy, spać?

-Nie! Wychodzimy oglądać fajerwerki 🙂

To mnie zawsze bawi w Hiszpanii. Od małych dzieci, aż po dorosłych, wszyscy idą się razem bawić! Mam wrażenie, że w Polsce o tej porze rodzice nie braliby małego dziecka i starszym ludziom nie chciałoby się po prostu wychodzić. Trochę inna kultura. Szczerze mówiąc, sama byłam lekko zmęczona, ale jak idą wszyscy, to wszyscy!

 

#Fajerwerki

Ludzi o 2 w nocy jak w Chinach za dnia i jeszcze więcej! Fajerwerki wspaniałe, chyba najfajniejsze, jakie       w życiu widziałam 😛 Duże, kolorowe, istny pokaz przez jakieś 15 minut.

Bardziej w centrum co się dzieje? Jej! Wszystkie ulice zarezerwowane dla pieszych, DJ z głośnikami na zewnątrz, impreza na każdym rogu. Ludzie tańczą na ulicach, co za klimat! Gdyby nie to, że z Israelem spaliśmy prawie na stojąco, na bank wskoczyłabym w tłum szalejących Hiszpanów.

 

#Fallas

Co to jest w końcu ta falla? To taka figura. Jest ponoć organizacja, która przez cały rok buduje je, właśnie na to święto. Cały rok, bo po pierwsze, co roku jest ich setki w Walencji, dosłownie na każdym skrzyżowaniu. Po drugie, to naprawdę dzieła sztuki. Przykry jest fakt, że tylko jedna figura przeżywa przy każdej uroczystości, ta najładniejsza, ta, która zajmuje pierwsze miejsce. Resztę – spala się na oczach ludzi. Cóż, taka tradycja 🙂

 

# Mascletà

Do momentu zdarzenia nie wiedziałam do końca, co mnie czeka. Musieliśmy iść na plac 2 godziny wcześniej, aby zająć sobie miejsce – stojące! Zaopatrzeni w piwa, chipsy i tak popularny tutaj słonecznik czekaliśmy w upale.

No i w ten sposób miałam okazję zaobserwować sobie zachowanie Hiszpanów.

Ludzie w każdym wieku, wszyscy tak czekali przyjaźnie w tłumie. Wzajemnie ze sobą rozmawiali, żartowali, wymieniali kanapki na piwo, kupowali je też od zesłanego z nieba Latynosa. (Sprzedawał puszkę drożej o jakieś 50% niż mogliśmy kupić w sklepie, a jednak mimo to w minutę sprzedał 60 piw. Cóż, komu chciałoby się przepychać do sklepu przez ten tłum?)

Później jakiś pozytywnie zwariowany człowiek zaczął odliczać sekundy przy sygnalizacji świetlnej, takiej z numerami.  Za jego pomysłem poszło dalej jakieś kilkadziesiąt ludzi i wszyscy tak głośno odliczali i na sam koniec bili brawa, krzyczeli itd. Takie głupie, a takie pozytywne 😛

Wiedziałam, że Hiszpanie potrafią się bawić, ale po tamtej wizycie w Walencji naprawdę jestem pod wielkim wrażeniem. Nie widziałam żadnych bójek, żadnych kłótni, nieżyczliwości, wszyscy po prostu chcą się bawić i to jest takie super!

No dobra, ale co się tam działo na tej Mascleta? Strzelanie fajerwerków. Atrakcją jednak, nie były tym razem efekty wizualne, ale dźwiękowe.  Niesamowity, ale tak atrakcyjny huk (koniecznie zobacz video, bo tekst nie opisze tego tak dobrze jak film).

 

 

# Spotkanie po latach

Zwykle melduję się na FB, gdzie jestem, bo np. ktoś ze znajomych może być w tym samym miejscu co ja. I tak się stało tym razem.

-Anika, jestem w Walencji!!!

-Idziemy na drinka.

Brytyjczyk, którego poznałam w Hongkongu przy kebabiarni, gdy jeszcze pracowałam w Chinach. Ludzi nie trzeba znać perfekcyjnie, żeby spędzić z nimi miły wieczór, a ja kocham takie spotkania po latach!

-Wiesz co Anika? Gdybym mieszkał w Hiszpanii przy takiej pogodzie, z takimi imprezami i takimi ludźmi to zadałem sobie pytanie. Czy pracowałbym tak ciężko, jak w UK? NIE 😛

Był tak samo pełen podziwu do całego wydarzenia, jak ja.

 

 

#Plaża

Plaża i palmy… Niby palmy widzę codziennie od jakiś 4 lat, ale to nie znaczy, że się na nie uodporniłam.  Kurczę ! Przy morzu są jeszcze wspanialsze! Może Walencja nie jest najpiękniejszym miejscem w Hiszpanii na wylegiwanie się na piasku, ale jest ładna wystarczająco. Byłam podekscytowana tak, czy siak. W końcu opalaliśmy się w marcu!

 

 

Na obiad, rodzinnie, paella. To typowa potrawa z Walencji, czyli ryż z warzywami i owoce morza lub mięso.

Następnie spacer przy wizytówkach miasta, które również zrobiły na mnie wrażenie, czułam się trochę jak w Singapurze.

Na długo będę wspominać tamten weekend. To nie tylko wizyta na plaży, ale również ta cała impreza Fallas, ludzie, pogoda, jedzenie, pomarańcze na drzewach, palmy miasto i wszystko, wszystko, wszystko! Z każdym dniem kocham Hiszpanię coraz bardziej.

Jeśli spodobał Ci się wpis, będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie komentarz 🙂