Kontynuacja opisu naszych przygód podczas podróży kamperem (którą możesz znaleźć tutaj).

6 państw, 11 dni, 3 000 km, różne języki, różne jedzenie, odmienna kultura. Wizyta w europejskich miastach!

 

Kompletnie nieznane dla mnie państwo. Byliśmy tylko w Malibor, więc powiem na ten temat krótko. Fajne miasto, ale sądzę, że nie ma potrzeby by jechać specjalnie tylko tam. Cała Słowenia ma około 2 miliony mieszkańców, więc Malibor był bardzo pusty! Jestem osobą, która lubi miejsca, gdzie jest zawsze “coś do robienia” więc sądzę, że popadłabym w depresję mieszkając w tak cichym mieście. Zwłaszcza po moim półtorarocznym życiu  Chinach.

Język brzmi trochę jak polski, nawet mogłam wychwycić pojedyńcze słowa, ale jednak nie mogliśmy wzajemnie siebie zrozumieć.  Co więcej oczekiwaliśmy lokalnej waluty w tym “tańszym” kraju. Oto co nas przywitało to euro i ceny wyższe niż myśleliśmy.

Kolejna rzecz o której nie mieliśmy pojęcia to, że Słowenia słynie z produkcji białego wina. Poszliśmy nawet na degustację tego trunku i byłam w szoku. Zwykle jestem wybredna co do smaku, a tam wszystkie rodzaje mi baaardzo smakowały.

Według dziewczyny, która nas częstowała: “wino nie jest drogie, możesz kupić butelkę już od 10 euro”. W Hiszpanii ceny dobrego wina zaczynają się od 2 euro. Ok, to Słoweńskie jest zwycięzca, ale to wciąż kilka razy więcej.